Najnowszy wpis

Rozważania na temat Drogi Krzyżowej 

Tekst i fotografia – Zofia Dabrowska   

Zdjęcie przedstawia jedną ze stacji plenerowej Drogi Krzyżowej w Zagórzu, którą wykonał  Jan Mogilny. Jest to stacja VIII – ,,Jezus pociesza płaczące niewiasty”, ale oprócz Jezusa i kobiet, artysta w swojej kompozycji umieścił młodego człowieka odwróconego tyłem do Chrystusa i rozmawiającego przez telefon komórkowy. W ten symboliczny sposób chciał pokazać stosunek współczesnych ludzi do Chrystusa i do drugiego człowieka.

Panie Jezu dzisiaj pragniemy towarzyszyć Ci w Twojej Drodze Krzyżowej, chcemy rozważać Twoją mękę, aby doświadczać Twojej miłości, uczyć się od Ciebie pokory i miłości do innych ludzi. Bo Ty nas tak bardzo ukochałeś, że swoje życie oddałeś za nas.

STACJA I – Pan Jezus skazany na śmierć.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie .

Żeś przez Krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu, jesteś opuszczony przez wszystkich, samotny pośród rozwrzeszczanego tłumu, stoisz przed Piłatem, który mówi:” Nie znajduję w Nim żadnej winy”, a mimo to Piłat skazuje Cię na śmierć. Ty wiesz, że ten wyrok jest niesprawiedliwy, ale przyjmujesz go spokojnie z godnością, Przyjmujesz wolę swego Ojca. Wśród tłumu jest Twoja Matka – Maryja, która patrzy na Twoje cierpienie i cierpi razem z Tobą.

Maryjo, Ty dobrze wiesz, że cierpienie Twojego Syna jest potrzebne i chociaż Twoje serce pęka z bólu, chcesz być jak najbliżej swojego dziecka. Dodajesz mu otuchy swoim spojrzeniem, swoją obecnością.

Macierzyństwo to często cierpienie, zwłaszcza wtedy, kiedy patrzy się na niepowodzenia, chorobę, czy poplątane drogi dziecka. Matka nigdy nie opuszcza swojego dziecka, bo miłość matki jest bezwarunkowa.

Wszyscy potrzebujemy matczynej miłości, tej prawdziwej, która da nam wsparcie i ukojenie w czasie naszego lęku, czy cierpienia.

Jezus potraktowany został jak złoczyńca, wydaje nam się to bardzo okrutne, ale czy we współczesnych czasach nie skazujemy tak, jak Piłat na śmierć niewinnych ludzi? Jest dokładnie tak samo – ileż niewinnych ludzie ginie na wojnie, ile wyroków wydajemy na nienarodzone dzieci.

– Maryjo, Matko Jezusa, wysłuchaj wszystkie Matki, które zanoszą do Ciebie modlitwy w intencji swoich dzieci.

– Panie, pomóż nam odważnie bronić tych, którzy sami nie są w stanie obronić własnego życia.

-Jezu, prosimy, weź nas i naszych najbliższych w swoją opiekę. Otocz opieką wszystkich zagubionych, by mogli zaznać spokoju wewnętrznego.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA II – Pan Jezus bierze krzyż na ramiona.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Panie Jezu, wolą Twojego Ojca jest, byś wziął odpowiedzialność za los każdego człowieka, za nas. Bierzesz więc na swoje ramiona ciężki Krzyż i z trudem go dźwigając idziesz, bo wiesz, że tak trzeba. Robisz to z miłości do człowieka. Ten Krzyż to nie jest tylko drewno, które musisz przenieść. To ciężar naszych grzechów, grzechów całego świata. ,,Jeżeli kto chce pójść za Mną, niech weźmie Krzyż swój i niech mnie naśladuje”- tak powiedziałeś do swoich uczniów.

Ale nam tak trudno dźwigać Krzyż w codziennym życiu. Nie chcemy się męczyć, nie chcemy nic dźwigać. Nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje grzechy, a tym bardziej za cudze. Jednak zostając rodzicami w jakimś stopniu przyjmujemy odpowiedzialność za swoje dzieci, bo Miłość wymaga poświęceń za drugiego człowieka. A dzieci dają nam wiele radości, cieszymy się z ich osiągnięć, sukcesów, ale cierpimy kiedy dzieje im się krzywda, kiedy nie mogą odbić się od dna, lub kiedy zgubiły drogę do Ciebie Panie.

– Panie Jezu, daj nam odwagę i siłę do niesienia krzyża, jeśli będzie taka wola Twoja.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA III – Pan Jezus upada po raz pierwszy.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Ty Jezu, który tyle razy, na oczach tłumów czyniłeś cuda i przekonywałeś o tym, że jesteś Synem Bożym, teraz upadasz pod ciężarem Krzyża. Cierpisz z bólu, a ludzie idący za Tobą patrzą na Twoje poniżenie.

Ileż razy spotykamy ludzi cierpiących, uzależnionych od różnych używek, odrzuconych, niekochanych. Ile cierpienia jest w naszych rodzinach, ilu starszych ludzi oddanych jest do domów opieki, chociaż ich dzieci mogłyby się nimi zająć. To wszystko są nasze upadki. Jesteśmy słabi, upadamy wielokrotnie, ale trzeba umieć się do tego przyznać i podnieść.

– Panie Jezu, pozwól nam znajdować w Tobie oparcie i siłę, abyśmy mogli powstawać i wspierać tych, którzy upadną.

– Panie, pozwól nam spojrzeć na innych Twoimi oczyma, daj nam dar zrozumienia tych, którzy mierzą się ze swoimi słabościami.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami

STACJA IV – Pan Jezus spotyka Matkę swoją.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył

Jezu, Twoja Matka bardzo Cię kocha, przedarła się przez tłum, by choć przez chwilę spotkały się Wasze spojrzenia. Pragnie, żebyś Ty Jezu wiedział, że jest z Tobą. Obecność Matki jest dla Ciebie dużym pocieszeniem, źródłem mocy. Matka Twoja chciałaby Ci ulżyć w cierpieniu, ale szanuje Twoją decyzję, godzi się z wolą Boga.

Nikt tak jak Matka nie zrozumie swojego dziecka. I Ci, co mają jeszcze matki nie powinni się wstydzić pytać o radę, w ważnych dla siebie sprawach, bo miłość matczyna jest najszczersza i bezwarunkowa.

– Panie Jezu, Ty wiesz co czuje Matka patrząc bezsilnie na cierpienie dziecka swojego. Daj wszystkim Matkom ufność w to, że nie ma takiego bólu z którego Bóg nas by nie wyprowadził.

– Ucz nas, byśmy wszystkie cierpienia, mogli przeżywać w łączności z Tobą i Matką Twoją.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nam.

STACJA V- Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Szymon z Cyreny niezbyt chętnie pomaga Ci Jezu dźwigać krzyż. Trudno się mu dziwić. Nie przyznaje się, że zna skazańca, nie chce się wyróżniać spośród innych.

Potrafimy go zrozumieć, bo ileż razy w życiu zdarza nam się nie przyznawać do Ciebie Jezu. Większość z nas woli żyć łatwo i przyjemnie, woli nie zauważać Ciebie, ani drugiego człowieka, który być może potrzebuje pomocy.

– Panie, naucz nas wrażliwości, byśmy mogli być wsparciem dla tych, którzy go potrzebują. Aby służenie pomocą drugiemu człowiekowi nie było dla nas ciężarem, przykrym obowiązkiem, ale świadectwem miłości.

– Boże, umacniaj nas, byśmy mogli sprostać wszystkim obowiązkom jakie narzuca nam życie, a wszelkie trudy dnia codziennego zamieniły się w radość.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VI – Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Tym razem spotykasz Jezu na swej drodze Weronikę. Dla niej nieważne jest to, co pomyślą inni. Ona nie waha się jak Cyrenejczyk, by ulżyć Ci w cierpieniu. Właściwie, to niewiele dla Ciebie może zrobić, ale podbiega i chociaż ociera Twoją Twarz, a tym samym pokazuje, że jest z Tobą.

W życiu nie każdy ma tyle wiary i odwagi, co Weronika, którą kierowała miłość do drugiego człowieka.

– Panie Jezu, dziękujemy Ci za dar miłości. Pomóż nam naśladować postawę Weroniki w swoich rodzinach, w pracy, wśród przyjaciół. Aby nikt przez nas nie płakał, żebyśmy byli dobrzy dla innych, a jeśli będzie taka potrzeba, abyśmy umieli ich wesprzeć dobrym słowem, czy dobrym uczynkiem.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VII – Pan Jezus upada po raz drugi.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Droga na Golgotę wydaje się Ci Jezu dłuższa, niż jest w rzeczywistości, a krzyż wydaje Ci się coraz cięższy. Dodatkowo doskwiera Ci palące niemiłosiernie słońce, a wykrzykiwane przez tłum złośliwe słowa uderzają w Ciebie niczym kamienie. Jeszcze ta korona z cierni wbijająca się w głowę. Spierzchnięte usta, ach jak bardzo chce Ci się pić. Twoje Ciało odmawia posłuszeństwa. Upadasz po raz drugi. Ale znów się podnosisz, bo wiesz, że musisz wypełnić swoje powołanie do końca.

Powołanie…każdy ma jakieś powołanie. Matka do macierzyństwa, lekarz do leczenia ludzi, nauczyciel do nauczania itd. Ważne, by każdy z nas dobrze wywiązywał się ze swojego powołania i tak jak Jezus wypełniał go do końca, jak może najlepiej. Wiele razy zdarza nam się poddawać, upadać. Nieraz jesteśmy świadkami upadku naszych najbliższych. Po upadku jest nam trudno się podnieść, ale nie jest to niemożliwe. Czasem upadki są potrzebne, po to byśmy powstali mocniejsi i dojrzalsi. Każdy ma prawo do popełniania błędów.

– Panie Jezu daj nam siłę, byśmy po swoich upadkach mogli powstawać.

– Wskaż nam sposób jak pomóc naszym najbliższym.

-Pozwól, żeby nasze codzienne uczynki potwierdzały, naszą miłość do Ciebie i ludzi.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VIII- Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie. Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Jezu, spotykasz na swojej Drodze Krzyżowej kobiety, które zawodzą i płaczą nad Tobą. Współczują Ci bardzo, ubolewają nad dokonującą się niesprawiedliwością. Mimo ogromnego zmęczenia i bólu, nauczasz je mówiąc „Nie płaczcie nade Mną , płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi”.

Jezus zachęca nas do spojrzenia na siebie, na nasze rodziny.

Często bywa tak, że interesujemy się innymi, zamartwiamy się ich trudnymi historiami, obmawiamy znajomych, a nie zauważamy tego co dzieje się w naszych rodzinach.

Tak wiele rodziców na świecie płacze przez swoje dzieci. Często obwiniając się za ich złe postępowanie, popełnione błędy wychowawcze.

– Panie daj nam wszelkie łaski, żebyśmy mogli dobrze wypełnić swoje rodzicielskie obowiązki. Nie pozwól naszym dzieciom odejść od Ciebie i nie pozwól, by zgubiły sens swojego życia.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA IX- Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Co się stało Jezu, że znów upadłeś? Wydawało się, że już się pozbierałeś, że dasz radę. Jak to jest, że niedawno rozkazywałeś żywiołom, wskrzeszałeś zmarłych, miałeś tak wielką moc, a teraz nie dajesz rady udźwignąć kawałka drewna? Czyżbyś tracił wiarę w swoją moc?

Nam też często brakuje sił, tych fizycznych i duchowych. Cierpimy kiedy coś nam dolega, z powodu upadków najbliższych, kiedy kogoś stracimy.

I wtedy siłę do życia daje nam wiara.

– Panie Jezu, wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni. Często zapominamy o Tobie i kroczymy przez życie pełni buty mówiąc, że wszystko od nas zależy. Nie liczymy się z Tobą, nie klękamy przed Tobą, nie poświęcamy Ci czasu, nawet w niedzielę, tak bardzo wierząc w swoje możliwości.

– Nie pozwól Jezu, byśmy kiedykolwiek utracili zaufanie do Ciebie, a tym co potknęli się, upadli, podaj rękę, by mogli kroczyć Twoją drogą.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA X- Pan Jezus z szat obnażony.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył

To jeszcze nie koniec Twoich upokorzeń. To, że jesteś skatowany, że krew leje się z Twojego poranionego ciała, nie wystarcza Twoim oprawcom. Żołnierze zdzierają z Ciebie szaty. Ileż Ty musisz wycierpieć za nas, jak bardzo dla nas się poświęcasz? Cierpisz, ale jesteś posłuszny swemu Ojcu.

A czy nas byłoby stać na takie poświęcenie? Ile jesteśmy z siebie w stanie dać dla naszych najbliższych? Czy potrafimy pogodzić się z wolą Boga?

– Dobry Jezu, przepraszamy Cię za nasze grzechy, za naszą pychę, za brak ufności.

– Prosimy Cię, otocz nasze dzieci soją miłością, aby nie ulegały pokusom współczesnego świata.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami .

STACJA XI – Pan Jezus przybity do krzyża.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Wypełnia się wola Twojego Ojca. Przybili Cię do Krzyża. Wystawili do oglądania gapiom, jak byś był jakąś rzeczą. A Ty im na to pozwoliłeś. Musisz Jezu mocno wierzyć, że to ma sens, że ostatecznie to Ty zwyciężysz. I chociaż tak strasznie cierpisz, że nawet trudno sobie to nam wyobrazić, ostatkiem sił wypowiadasz prośbę do swojego Ojca – ,,Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”.

My też otrzymaliśmy dar wiary, ale czy umiemy z niego korzystać? Czy potrafimy, tak jak Jezus przebaczać?

,,To nie gwoździe, Cię przybiły lecz mój grzech” – to słowa jednej z pieśni. Nasze grzechy…to może być kłótnia, kłamstwo, zaniedbanie modlitwy, zranienie kogoś, kogo kochamy.

– Panie, prosimy Cię przebacz nam i daj łaskę nawrócenia, bo za nas poświęciłeś w ofierze samego siebie. Prosimy Cię, abyśmy tak jak Ty wybaczyłeś swoim oprawcom, umieli zdobyć się na gest przebaczenia wobec naszych krzywdzicieli. Nie pozwól nigdy, żebyśmy rozstawali się w gniewie z kimkolwiek ze swojej rodziny. Spraw byśmy umieli przebaczać i żebyśmy i my mogli uzyskać przebaczenie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XII – Pan Jezus umiera na krzyżu.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Po wielu godzinach męki umierasz Jezu. Umierasz dla nas i za nas. Wytrwałeś, spełniłeś swoją misję na ziemi.

Dla nas to kolejna lekcja wiary, pokory, odpowiedzialności, miłości, oddania, wybaczania. Wierzymy, że pomimo iż umarłeś jesteś z nami, a gdy będziemy cierpieć, nie pozwolisz nam się poddać i pomożesz nam dźwigać nasz krzyż.

– Panie Jezu, pozwól nam patrzeć na świat, Twoimi oczyma, które wybaczają każdy grzech, naucz nas wybaczać i rozumieć innych.

– Naucz nas Jezu, doceniać każdy dzień, każdą chwilę, w której możemy cieszyć się bliskością naszych rodziców, małżonków, dzieci, przyjaciół.

– Prosimy, abyś nigdy nas nie opuszczał i zawsze nam towarzyszył w tych radosnych i w tych smutnych dniach naszego życia.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie. Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Dwaj Twoi uczniowie – Józef z Arymatei i Nikodem zdejmują Twoje skatowane, martwe ciało z krzyża i podają je Twojej Matce. Maryja bierze je w ramiona i przytula, jak małe dziecko. Dla niej zawsze będziesz dzieckiem. Jej serce przeszywa niewyobrażalny ból, ale nie wpada w rozpacz, nie przeklina, cierpi w milczeniu.

Uczmy się od Maryi z godnością przyjmować to co przyniesie nam los.

Rozważając boleść Maryi wspomnijmy tych rodziców, którzy stracili swoje dzieci, powierzmy ich opiece Maryi i prośmy, aby nie tracili wiary w zmartwychwstanie.

– Daj nam Panie wrażliwość na cierpienie i na potrzeby innych ludzi.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XIV- Pan Jezus złożony do grobu.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie.

Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

To już koniec Twojego życia. Twoje Ciało Jezu składają do grobu wykutego w skale. Ale czy na pewno koniec?… A może to początek? Ty Jezu możesz być spokojny o swoją wieczność, wypełniłeś do końca swoje zadanie.

Grób to nie koniec, to tylko taki przystanek, brama przez którą każdy musi przejść. A co dalej… wszystko zależy od tego jak wypełnimy nasze powołanie.

-Dobry Jezu, daj nam siłę, przejść przez życie tak, byśmy nie musieli bać się śmierci.

– Polecamy Ci nasze rodziny, nasze dzieci , chcemy z pokorą przyjąć to wszystko, co dla nas zaplanowałeś.

– Daj nam moc wiary, która przeniknie nasze myśli i czyny.

– Prosimy spraw, abyśmy nie zmarnowali danych nam talentów, ale dobrze je wykorzystali dla dobra ludzi i na Twoją chwałę.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami .

Panie Jezu dziękujemy Ci za spotkanie z nami i za dar rozważania Twojej Drogi Krzyżowej. Niech ta droga prowadzi nas do życia wiecznego u boku Twego. Wszystko od Ciebie zależy, nasze zdrowie i nasze życie. Błogosław nam w naszej codziennej drodze do Ciebie.

Moja twórczość nie tylko plastyczna

                    Jedną z moich pasji jest plastyka. Czasem, kiedy się nudzę, albo ktoś mnie o to poprosi, maluję. Kiedyś zajmowałam się grafiką artystyczną, malowałam olejami, a nawet rzeźbiłam. Niestety z tamtego, twórczego okresu nie mam wiele dokumentacji fotograficznej,  prace w większości porozdawałam znajomym jako prezenty, a te które zostały, uległy zniszczeniu podczas powodzi w 2010 r. Teraz mamy inne możliwości, dlatego swoją radosną twórczość postanowiłam udokumentować.  Zamieszczam również zdjęcia z moich  haftów, z rękodzieła          i z innych hobbystycznie wykonywanych prac.

Obrazy, obrazki, malowidła – różne techniki i na różnych podłożach

Grafiki

Lasowiackie malowanki

 

Rękodzieło

Wypalane na drewnie

 

Hafty lasowiackie

Projekty plakatów, plakaty, loga

Tarcze legionowe

Wigilia mojego dzieciństwa (koniec lat sześćdziesiątych i początek lat siedemdziesiątych)

       Pochodzę ze wsi Samary na Lubelszczyźnie. Jest to niewielka miejscowość położona z dala od miast. Nie ma tam szkoły, kościoła, ani nawet sklepu. Za to wszyscy ludzie tam się znają i wszystko o sobie wiedzą. W tej wiosce można jeszcze odwiedzić sąsiadów bez zapowiadania się i dużym nietaktem jest mówienie do kogoś ,,pan, pani”, bo starszym osobom się ,,dwoi”, czyli zwraca się do nich w drugiej osobie liczby mnogiej.

    Wigilią u nas nazywano zarówno dzień 24 grudnia, jak i wieczerzę spożywaną tego dnia. Był to dla mnie najważniejszy dzień w roku. Kiedy budziłam się w oknach widziałam białe wykrochmalone zasłonki, które zawieszane były jak zazdrostki. Mamusia budziła nas wcześnie rano, bo jaka wigilia – taki cały rok – miawiano. Ponieważ mam same siostry, to nigdzie z rana nie mogłyśmy z domu wychodzić, bo sąsiedzi by się złościli widząc z rana ,,baby”. Wiadomo, jak się babę pierwszą tego dnia zobaczyło, choroba pewna. Dlatego przeważnie pomagałyśmy mamusi w kuchni, a jak coś trzeba było załatwić na wsi, wysyłałyśmy tatusia. W tym dniu pościliśmy cały dzień, chyba że ktoś bardzo źle się czuł, to mógł zjeść kromkę chleba umoczoną w oleju lnianym, albo z powidłami śliwkowymi. W moim domu, w Wigilię nie używaliśmy mleka, ani masła. Kiedy tatuś przyniósł choinkę do domu i zapach świerka rozniósł się po całym domu, to czuło się już święta. Ubierałam ją z siostrami, pomagał nam przy tym zajęciu tatuś. Bombek wtedy było jeszcze niewiele. Pamiętam, że mieliśmy bombki w kształcie muchomorków i szyszek oraz drewniane ptaszki, które tatuś sam wystrugał. Zawsze zawieszaliśmy też małe czerwone jabłuszka i cukierki. Na koniec, choinkę dekorowaliśmy watą, która imitowała śnieg i obowiązkowo anielskimi włosami. Jak już wszystko było gotowe, tatuś zakładał na choinkę gwiazdę i świeczki, ale nie były to elektryczne światełka, tylko takie prawdziwe z parafiny. Przy zapalaniu trzeba było bardzo uważać, bo anielskie włosy mogły łatwo się zapalić. Kiedy my ubieraliśmy choinkę, mamusia przygotowywała kolację. Cały dzień gotowała, żeby na czas się wyrobić, a zapachy gotowanej kapusty z grzybami czuć było nawet na zewnątrz. U nas na wigilijną wieczerzę podawano: śledzie, barszcz czerwony z uszkami, kapustę z grzybami, kaszę jaglaną z grochem, a wszystko omaszczone lnianym olejem. Olej bito w adwencie z własnego lnianego siemienia. Na koniec wieczerzy podawano kluski z makiem, racuchy i kompot z suszu. Ryb, oprócz śledzi, w moim domu kiedyś nie przyrządzano, bo u nas stawów nie było i nawet nie byłoby gdzie ryb kupić. Zimy wtedy były okrutne, sklepu we wsi nie było, a na zakupy do odległych miejscowości jeździło się saniami.

   Tego dnia w gospodarstwie nie wolno było nic robić, oprócz obrządków w gospodarstwie. Wszystko musiało być przygotowane wcześniej na całe święta tzn. trzeba było narżnąć obroku dla koni, naciąć buraków dla krów, narąbać drew itd. Przed wieczorem tatuś do izby przynosił dorodny snopek pszenicy, nazywano go królem i stawiano w rogu. Potem przynosił ,,kuckę” koniczyny pod stół, bo siana u nas nie było i słomę na podłogę. Domownicy w tym czasie myli się po kolei, a nie było to łatwe mycie, bo nie było łazienki, trzeba było wody naciągnąć ze studni głębinowej, która miała 64 metrów głębokości i zagrzać ją na kuchni. Dlatego też sama kolacja u nas zaczynała się dosyć późno. Dzieciom trudno było wytrzymać tak długo bez jedzenia i ukradkiem podjadałyśmy racuchy, które posypane były cukrem. Kiedy już wszyscy byli wypucowani i ubrani w najlepsze ciuchy, zasiadaliśmy do stołu.

    Jak zwyczaj każe zawsze było jedno miejsce wolne dla wędrowca. I rzeczywiście zdarzało się, że jakiś niespodziewany gość to miejsce zajmował. Zapalaliśmy świeczki na choince, na stole też i wszyscy klękaliśmy do modlitwy. Ktoś z najstarszych osób rozpoczynał modlitwę. Modliliśmy się dość długo, a może tylko mnie się tak wydawało, bo oprócz codziennego pacierza, modliliśmy się też za zmarłych z naszej rodziny. Mnie osobiście ta cisza i skupienie bardzo śmieszyły i co chwila parskałam śmiechem, narażając się na krzywe spojrzenia dziadka i mamusi. Pamiętam jak dziadek mówił ,,Żośka, bedzie spokój cy ni!” Do dzisiaj gdy sobie przypomnę te chwile uśmiecham się. Po modlitwie następował najważniejszy moment – łamanie się opłatkiem. Opłatkiem ,,łamała się” najpierw najstarsza osoba płci męskiej, czyli dziadek, a jak dziadek zmarł, tatuś. Dziadek podchodził do każdego, począwszy od najstarszej osoby, w ręku trzymał jedną taflę opłatka i mówił ,,obyśmy starygo roku dożyli, nowygo docekali i opłatkiem się znów załomali”. Odłamując kawałek opłatka, odpowiadaliśmy ,,daj Boże”. Później składaliśmy sobie życzenia między sobą. Wreszcie mogliśmy rozpocząć jedzenie. Jedliśmy po kolei wszystkie potrawy i niczego nie wolno było pominąć, bo każdy składnik tych potraw miał swoją symbolikę. Podczas posiłku nie wolno było wstawać od stołu, ani zbytnio gadać. Dziadek mawiał ,,jak jedzanie to kazanie”. Dopiero po zakończeniu kolacji zaczynaliśmy śpiewać kolędy i pastorałki, a dorośli wspominali dawne czasy. Kiedy byłam małym dzieckiem nie dostawaliśmy prezentów pod choinkę, tylko na Mikołaja, w późniejszych latach zdarzało się , że coś dostawaliśmy. Były to przeważnie rzeczy praktyczne np. sweterek. Jednego roku pobiegłyśmy szukać prezentów pod choinkę i nie znalazłyśmy, chociaż kazano nam ich szukać. Okazało się, ze tatuś zawiesił je na choince. Dostałam wtedy zegarek, radość była ogromna, bo nie dostałam zegarka, jak inne dzieci, na komunię. Żeby odpocząć przed Pasterką, kładliśmy się na słomie, która była rozłożona na podłodze. Nie raz wpadali jacyś kuzyni, czy sąsiedzi i wiązali nam słomą nogi, Było przy tym sporo zabawy. Czasem wróżyliśmy sobie,wychodziliśmy przed dom nasłuchując szczekania psa, z której strony pies zaszczekał najpierw, to stamtąd miał przyjść kawaler. I tak wesoło mijał czas do Pasterki. Na Pasterkę chodziliśmy na sąsiednią wieś. Szliśmy przez pola, nieraz śnieg był po pas. Kiedy wracaliśmy do domu to już było nad ranem. Wtedy można było zjeść coś ze świątecznych przysmaków. Ja lubiłam po pasterce jeść boczek i ćwikłę, mamusia przyrządzała ją najlepiej. W Boże Narodzenie można było pospać troszkę dłużej. To był dzień dla rodziny. W tym dniu nie chodzili kolędnicy. Świętowano w gronie najbliższych. Od św. Szczepana rozpoczynało się kolędowanie i odwiedzanie krewnych i sąsiadów.

   Kiedyś pomimo, że było biednie święta przeżywało się zdecydowanie intensywniej i radośniej.

Tarnobrzeg, 29.01.2019 r.                                                                          Zofia Dąbrowska

Rok z przytupem


              Wcześniej działałam w pojedynkę. Dokładnie rok temu zarejestrowałam nasze stowarzyszenie. Do współpracy zaprosiłam, osoby które od dawna wspierały mnie w moich dotychczasowych działaniach. Ponieważ już wcześniej prowadziłam blog o nazwie ,,Życie z przytupem”, to nazwę dla stowarzyszenia mieliśmy gotową. Pełna nazwa brzmi – Stowarzyszenie na Rzecz Promocji Kultury Tradycyjnej ,,Życie z przytupem”. Jest to stowarzyszenie zwykłe, zarejestrowane  przez Prezydenta Miasta Tarnobrzeg. Swoją działalność prowadzimy głównie na terenie regionu lasowiackiego oraz na Lubelszczyźnie.  Celem stowarzyszenia, tak w dużym skrócie, jest promocja szeroko rozumianej kultury tradycyjnej poprzez utrwalanie dawnych pieśni, tańców, obrzędów, zwyczajów i upowszechnianie zebranych materiałów. Wiele  działo się przez ten  rok. Najważniejsze działania jakie zrealizowaliśmy  to:

  • liczne wyprawy w teren – spisanie i zarejestrowanie wielu cennych pieśni,
  • założenie zespołu ,,Kumoszki zza miedzy”,
  • występ w/w zespołu na Festiwalu Folkloru w Janowie Lubelskim i zajęcie III miejsca,
  • występ wspomnianego zespołu podczas Pikniku Rodzinnego w Batorzu,
  • pozyskanie w mieście Tarnobrzeg, na Osiedlu Miechocin, lokalu do prowadzenia warsztatów,
  •  regularne prowadzenie warsztatów śpiewu tradycyjnego,
  • utworzenie Tarnobrzeskiej Grupy Śpiewu Tradycyjnego,
  • zorganizowanie w Miechocinie otwartego spotkania śpiewaczego pod hasłem ,,Kolędowanie po staremu”,
  • występ grupy warsztatowej w czasie koncertu kolęd w Jadachach,
  • udział w wielu wydarzeniach promujących kulturę tradycyjną,
  • promocja stowarzyszenia w mediach,
  • prowadzenie strony na Facebooku oraz kanał na Youtobe.

Media o nas

Tarnobrzeg. „Życie z przytupem” tworzy grupę śpiewu tradycyjnego.

Materiał z radia Leliwa – kliknij tutaj by odsłuchać.

Materiał z radia Rzeszów – kliknij tutaj

 

2019.12.18 – KOLĘDOWANIE PO STAREMU

Nagrania w terenie

Zespół ,,Kumoszki zza miedzy”

Warsztaty śpiewu tradycyjnego

 

Występ Tarnobrzeskiej Grupy Śpiewu Tradycyjnego

Uczestniczenie w wydarzeniach o charakterze regionalnym

 

 

 

Prezentacje Twórczości Ludowej Lasowiaków i Rzeszowiaków

Ci, którzy wybrali się zwiedzać Skansen w Kolbuszowej 2 czerwca 2019 r. nie mogli narzekać na brak atrakcji. Bowiem w tym dniu odbywały się  Prezentacje Twórczości Ludowej Lasowiaków i Rzeszowiaków. Organizatorzy imprezy zadbali o to, by każdy znalazł coś dla siebie. Były warsztaty, pokazy, stoiska z wyrobami rzemieślniczymi i z potrawami regionalnymi. A na scenie cały czas występowali artyści prezentujący pieśni, muzykę, tańce, a nawet widowisko obrzędowe. To było wspaniałe święto kultury regionalnej.

 

Święto Matki Bożej Gromnicznej

          2 lutego obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego. W tym dniu w kościele podczas nabożeństw święci się świece nazywane gromnicami. Stąd też mówi się, że to Święto Matki Bożej Gromnicznej. Dawniej gromnice musiały być ulane z pszczelego wosku i przybrane czymś zielonym. Mógł to być mirt lub np. jałowiec, czy tuja. Po przyjściu do domu poświęconą gromnicę chowano za obraz. W tradycji Kościoła gromnica symbolizuje światło wiary, łaskę Bożą i światłość wiekuistą. Dlatego zapalano ją w godzinę śmierci i wkładano ją do ręki umierającego, by prowadziła go do wiecznego zbawienia. Według ludowych wierzeń, gromnica chroniła ludzi przed nieszczęściami, zwłaszcza przed różnymi kataklizmami. Używano jej np. do ochrony przed piorunami. W czasie burzy gromnicę wstawiano najczęściej do słoika wypełnionego zbożem, zapalano ją i modlono się, aby burza przeszła łagodnie, nie czyniąc szkód w gospodarstwie. Pamiętam też, że gromnice obwiązane były włóknem lnu. Nie wiem w jakim celu, być może po to, by wosk nie kapał na podłogę, a może miało to jakąś symbolikę? Ponieważ moja gromnica gdzieś się zawieruszyła, postanowiłam sobie kupić nową, ale tradycyjną, ulaną z czystego pszczelego wosku. Kiedy kupowałam, jakiś pan mnie zagadnął po co kupuję taką drogą, na dodatek taką ciemną. Białe, czy żółte są ładniejsze, a przecież to i tak na jeden rok. Wtedy przypomniałam sobie jak mamusia mówiła, że taka gromnica powinna towarzyszyć człowiekowi przez całe życie od chrztu, aż do śmierci. Odpowiedziałam, że jestem tradycjonalistką i wierzę, że woskowe świece mają większą moc.

 

Lubelska Noc Kultury 2018

        Raz do roku w czerwcu,  miasto Lublin zmienia się  tak, że nawet stali mieszkańcy  nie rozpoznają dobrze sobie znanych miejsc. W czasie  Nocy Kultury dzieją się tu rzeczy niezwykłe, człowiek czuje się jak w zaczarowanym świecie. Tej nocy spotykają się różni artyści i animatorzy kultury, ludzie którzy pragną przeżyć coś wyjątkowego. To jedyna taka noc, podczas której tłumy  przemierzają ulice miasta, by doznać niesamowitych wrażeń. A jest  na co popatrzeć. Rożne miejsca zmieniają swój wygląd i ożywają dzięki licznym iluminacjom i instalacjom. Dla zwiedzających – trudny wybór, bo impreza trwa tylko jedną noc. Tej nocy bezpośrednio na ulicy można usłyszeć najwspanialsze koncerty, wykonywane przez uznanych artystów, albo pod chmurką obejrzeć film. Ci bardziej zapobiegliwi, którzy odpowiednio wcześniej  postarają  się o wejściówki do różnych muzeów i instytucji kulturalnych,  w  Noc Kultury wszystko mogą zwiedzać za darmo. Zresztą zobaczcie sami jak było w nocy  z 2/3 czerwca 2018 r.

Rodzina Pospieszalskich w Mielcu

          Jak co roku rodzina Pospieszalskich w okresie świątecznym koncertuje z repertuarem kolędowym w różnych miastach Polski i Europy. 17  stycznia 2019 r. w Mielcu, w ramach  cyklu „Kolędujmy z Gwiazdami”, w kościele pw. Ducha św. odbył się koncert kolęd z ich  udziałem. Zespół ten, a raczej orkiestrę, tworzą dwa pokolenia rodziny Pospieszalskich, wszyscy występujący noszą nazwisko Pospieszalskich. Człon zespołu tworzą czterej bracia, wśród nich znany z telewizji Jan Pospieszalski, który prowadzi program ,,Warto rozmawiać”. Oprócz nich występują ich synowie, córki i synowe, łącznie 14 osób. Nie trudno zauważyć, że wszyscy doskonale się rozumieją i wspólne granie daje im wiele radości. Oglądając ich występ miałam wrażenie, że bawią się muzyką. I chociaż to rodzinne muzykowanie, wszystkie utwory są profesjonalnie opracowane i wykonane na najwyższym poziomie artystycznym.  Muzycy wykonują głównie tradycyjne kolędy i pastorałki, ale  w niezwykłych, własnych aranżacjach, nawiązujących do różnych nurtów muzycznych. Każdy z występujących prezentował wiele umiejętności. Podczas koncertu artyści wielokrotnie zmieniali instrumenty, śpiewali, a nawet tańczyli. Najbardziej wyrazistą postacią był jednak Mateusz Pospieszalski, który zachwycał publiczność swoimi solówkami na saksofonie. Publiczność podziękowała artystom za dwugodzinny koncert owacjami na stojąco.

Święto Trzech Króli dawniej i dziś

          Święto Trzech Króli przywodzi mi na myśl szczodraki, które mamusia piekła, gdy byłam dzieckiem. Szczodrakami obdarowywano kolędników zwanych ,,szczodraczarzami”, dzieci, chrześniaków, gości. Szczodraki to były takie słodkie rogale nadziewane powidłami śliwkowymi. Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli na wsi nie planowano większych prac gospodarskich, to był czas spotkań i zabawy. Wtedy przygotowywano różne smakołyki, odwiedzali się sąsiedzi i znajomi, wspólnie śpiewano kolędy i oczywiście goszczono się, a że moi rodzice lubili śpiewać, to gości u nas nie brakowało. Obecnie zanika zwyczaj odwiedzania się sąsiadów tak bez zaproszenia, ale całe szczęście trwa jeszcze zwyczaj kolędowania. Kolędują małe grupy tak jak dawniej, ale też od kilku lat tworzy się nowa tradycja organizowane są tzw. Orszaki Trzech Króli. Jest to przedstawienie Jasełek wystawiane w przestrzeni publicznej, na ulicach  miast i wiosek, przygotowywane z inicjatywy lokalnych stowarzyszeń, organizacji i szkół. W niektórych miejscowościach przywracana jest też tradycja wypiekania szczodraków.

Św. Antoni – patron, którego lubię

 

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia ktoś przesłał mi link do nowego numeru Pisma Folkowego. Jak się okazało zamieszczono w nim moją wypowiedź i zdjęcie. Dla mnie to było miłe zaskoczenie i wspomnienie. Zdjęcie, które zamieszczono zrobiła mi koleżanka Magdalena Zielińska, podczas imprezy ,,Cuda Wianki 2018″ w Sandomierzu.

Kliknij tutaj by zapoznać się z Pismem Folkowym